Pan Piżmak
Krótka historia nie przypominająca niczego, oprócz kilku rzeczy.
PROLOG
-A teraz zaśpiewajmy sto lat na cześć księcia- Król Harold zagrzmiał swym basem na całe pałacowe podwórze. Wszyscy goście, których stan pozwalał na wydawanie jakichkolwiek dźwięków, radośnie podchwycili pieśń, gdy nagle z pałacu wybiegła służąca Ernesta:
-Ratunku! Pomocy! Tam ktoś…! Tam, tam…!- krzyczała i pokazywała na pałac, nikt nie brał jednak jej słów ani tym bardziej jej paniki za coś poważnego, była ona bowiem uważana przez wszystkich „normalnych” za wariatkę, z powodu odmiennej egzystencji. Prawdę mówiąc, każdy kto znał historię Ernesty, od momentu kiedy to przebrała się za mrówkę i tępiła mrówkojady w ramach wolności rasowej, nie miał o niej dobrego zdania. Goście bawili się więc dalej beztrosko a Ernesta panikowała. Wszystko trwało by normalnie, gdyby z pałacu nie wyłonił się Lotar, słynny czarodziej, mędrzec, kucharz i konserwator pałacowy w jednym. Całą beztroską sielankę przerwało może nie tyle jego pojawienie się, wiele osób znało go bowiem z reklam, co jego słowa.
-Ludzie, tam ktoś się zabił!- Zagrzmiał Lotar.
-I co?!- zapytał król Harold, który jako jeden z nielicznych, był w stanie mówić.
-I nie żyje!- Ludzie zebrani na dziedzińcu pałacowym krzyknęli zatrwożeni i zapanowała cisza. Kilka osób milczało ze strachu, kilku, bo spało na trawnikach wkoło placu, a inni zaś milczeli, bo nie mogli powiedzieć nic co pobiło by ostatni news Lotara. Panowała więc cisza.
Tak zakończyła się ogromna libacja ku czci księcia Williama z okazji jego pierwszych urodzin, w 5 roku czterysta któregoś, w Królestwie Chmielu.
ROZDZIAŁ 1
Kiedy to poznajemy słynnego deduktywa Piżmaka oraz, to co dokonało się w pałacowej kuchni. Poznajemy także pojęcie „zbrodni” według deduktywa i historię służącej Ernesty.
Piżmak, a dokładniej Arnold Piżmak zwany potocznie deduktywem, był najlepszy w swoim fachu. Może dlatego, że był jedynym deduktywem, a może dlatego, że naprawdę był dobry, co udowodnił w wielu śledztwach. Przechadzając się po pałacowej kuchni rzekł:
- Cóż, sprawca całego incydentu jest niezbyt sprawny, ale to nie szkodzi. My mamy swoje sposoby, aby zachęcić kogoś do mówienia!- Król Harold, który słuchał słów Piżmaka, krzyknął zdziwiony:
-Ależ Arnoldzie on jest martwy! Nie żyje!- Na potwierdzenie swoich słów, rzucił w denata czajnikiem.
-Martwy? On? Całkiem dobrze się trzyma! Ja wiem, że on wie i on mi powie, Co i dlaczego nie żyje!- Piżmak grzmiał na całą kuchnię. Król Harold chciał oponować, lecz on uniósł ręce, stanął na taborecie i dalej perorował:
-Ja jestem deduktywem, bo dedukuję! Myślę i rozważam, a nie robię za detektor pospolitych przestępstw jak jakiś detektyw!- Władca Królestwa Chmielu widząc, że Arnold zaczął patetyczną przemowę o swoich zdolnościach, która może doprowadzić tylko do pobliskiej tawerny, gdzie deduktyw mógłby dalej kontynuować swoje wywody postanowił zmienić temat.
- Ładna dziś pogoda. Uważasz, że będzie padać?- Zapytał. Piżmak lekko się zmieszał nie oglądał bowiem „Tablicy meteo”, która znajdowała się na dziedzińcu wewnętrznym pałacu. Postanowił jednak zrobić dobrą minę do złej gry i odpowiedział:
-Nie zajmuję się pierdołami. Ja prowadzę śledztwo a nie „Tablicę meteo”. Co wiemy o śledztwie?- Pytanie to zostało skierowane do Stefana Beczułki. Arnold jak każda ważna persona miał bowiem swojego pomocnika a był nim właśnie Stefan, który oprócz tego że nie zadawał głupich pytań miał jeszcze jedną dobrą cechę. Potrafił opróżnić napój wino podobny „Smak suchara” o pojemności 2 litrów w 15 sekund nie ślepnąc przy tym. Posiadał więc on zdolności paranormalne pozwalające na pracę z Piżmakiem.
- O śledztwie wiemy następujące rzeczy. W kuchni, sprawca przestępstwa pożarł w brawurowy sposób około 7 kilo cynamonu co doprowadziło do natychmiastowego zgonu.- odpowiedział na pytanie Piżmaka Stefan.
- Skąd wiemy, że było to 7 kilo?- Zapytał Piżmak.
- Możemy stwierdzić u sprawcy na ustach śladowe ilości cynamonu. Wnioskuję więc, że sprawca otruł się cynamonem. Owszem mógł udławić się chociażby ryżem z jabłkami i cynamonem, ale tak głupią opcję odrzuciłem już na wstępie-
-Rzeczywiście.- powiedział Piżmak. -Ryż z jabłkami jest trywialny, w grę wchodzi tylko przedawkowanie cynamonu. Mamy więc tu pospolite przestępstwo-. Król Harold usłyszawszy ostatnie zdanie Piżmaka krzyknął:
-Ależ Arnoldzie! Przestępstwo? Zwykłe przestępstwo? Toż to zbrodnia. Ten człowiek nie żyje!- Tu król ponownie rzucił czajnikiem, który nie wytrzymał uderzenia i pękł. W mig pojawił się Lotar, który parał się naprawą rzeczy w pałacu i zaczął reperować czajnik. Piżmak nie zwrócił na niego uwagi i wciągając powietrze upodobnił się do wielkiego balonu po czym rzekł:
- Zbrodnia? Cóż to jest zbrodnia?-
- Zbrodnia prowadzi do kary. W zbrodni możemy wyróżnić sprawcę, świadków i ofiarę.- odezwał się Lotar, który naprawiał czajnik i nie mógł powstrzymać się od pochwalenia wiedzą.
- Odezwałeś się nieproszony. Zwykle w tej sytuacji kazał bym stanąć Ci w szranki na winiacze ze Stefanem, ale ponieważ twoje stanowisko zgadza się z moim nie uczynię tego.- Rzekł Piżmak do Lotara po czym zwrócił się do króla:
- Twój sługa powiedział definicję zbrodni. A czy my mamy tu świadka? Nie, mamy tylko sprawcę a zarazem ofiarę. Będzie więc on oskarżony o kradzież.-
- O kradzież? Czego?- zdziwił się Harold.
- Cynamonu. Toż siedem kilo piechotą nie chodzi. Zamkniemy gagatka na co najmniej 25 lat- powiedział zadowolony z siebie Piżmak. Król jednak nie dawał za wygraną:
- Jeżeli do do stwierdzenia morderstwa brakuje Ci świadka, to może porozmawiasz z Ernestą?- zapytał.
- Z nią? Ha, ha, ha….. (kilkanaście „ha” później). Rozmawiać z Ernestą? Wczoraj rozmawiała z Bogiem a dziś prowadzi konferencję z krzaczkiem szparag, nie wiem czy dla was znajdzie czas. Ona nie jest normalna- wtrącił się do rozmowy Lotar, po czym zaraz pożałował bo poczuł na sobie karzący wzrok Piżmaka, który krzyknął:
-Wyjdź mendo! Nie wtrącaj się do rozmowy. I Weź ze sobą ten pieprzony czajnik!- Lotar szybko oddalił się z kuchni. Piżmak natomiast rzekł do Harolda:
- Czy te Ernesta, jak ją nazwałeś, to wiarygodne źródło informacji? Czy może spożywa złą karmę i zanieczyszcza wszechświat?-
- Hmm, co do karmy to nie wiem, bo widziałem jak wczoraj jadła zgniłego pomidora i kromkę spleśniałego chleba- zawahał się Harold.
- Nie.- przerwał deduktyw.- Nie chodzi mi o zwykła karmę. Chodzi mi o karmę duchową, ale jeżeli jesteś ignorantem w tej kwestii, to mniejsza z tym. Możesz jakoś streścić jej historię, abym miał jakieś informację o niej?-
- Ernesta? Od urodzenia pracuje w pałacu jako służąca. Jest podrzutkiem. Sumiennie wywiązuje się z pracy, ale jej psychika… pozostawia wiele do życzenia. Kojarzysz może historię opisaną w „Stwierdzeniu” o kobiecie przebranej za mrówkę?-
-Której łupem padło 40 mrówkojadów? Pamiętam. Czy kobieta ze „Stwierdzenia” i Ernesta to te same osoby?- Zapytał Arnold.
- Tak- potwierdził król.
- W takim razie jej osoba nie może wpłynąć na śledztwo. Nie może być świadkiem chyba, że Jehowy, a z powodu braku wiarygodnych świadków, będę prowadził sprawę o kradzież cynamonu z premedytacją. Stefan zabieraj sprawcę przestępstwa, tylko go skuj aby nam nie uciekł.- Po tych słowach Arnold wraz ze Stefanem i skutym sprawcą opuścili pałac pozostawiając króla, walczącego ze swoimi myślami, które po pewnym czasie zostały zwyciężone przy użyciu środków uspokajających i mopa.
ROZDZIAŁ 2
W tym rozdziale przenosimy się do biura Arnolda Piżmaka. Łamiemy więc zasadę trój jedności, a sam Piżmak na samym wstępie łamie zasadę zwykłej kultury. Śledztwo przenosi się po pewnym czasie do innego miejsca, gdzie jesteśmy świadkami pojedynku tytanów.
- Dupa, dupa, dupa. Po stokroć dupa! Ten trup jest nieżywy, nie dowiemy się dlaczego ukradł cynamon, dlaczego go zjadł i dlaczego to zrobił w pałacu!- Krzyczał Piżmak po zlecił Stefanowi dokładne przeszukanie denata, czego owocem było znalezienie ulotki firmy „Liberalny komunista” o treści: „Liberalny komunista. Szeroki wybór usług. Organizujemy: imprezy okolicznościowe, wymuszenia, handel kradzionym towarem i nie tylko, porwania, pokazy kaskaderów, palenia na stosie. Oferta last minute: udawane samobójstwa- wspaniała zabawa dla Ciebie i twojej rodziny”.
Piżmak przeanalizował tę ulotkę po czym rzekł do Stefana:
-Musimy sprawdzić czy nasz sprawca miał do czynienia z „Liberalnym komunistą”. Jeżeli tak to mamy trop, jeżeli nie to będziemy musieli zacząć śledztwo od nowa lub iść do wróżki. Przygotuj się na najgorsze, weź broń do pojedynków, bo nie wiadomo co nas czeka.- Po chwili nasi bohaterowie wędrowali już do „Liberalnego komunisty”. Gdy doszli na miejsce Piżmak wszedł do biura z całą pompą. Kopnął w drzwi, splunął na podłogę, zaklął raźno i powiedział:
-Dzień dobry, ja do kierownika „Liberalnego komunisty”-
-Pomyłka, biuro przeniesione dwie ulice obok.- odpowiedziała kobieta siedząca za biurkiem. Piżmak lekko się zmieszał, ale nie dał tego po sobie poznać, rzekł:
- Takie przeniesie biura jest niezgodne z prawem. Spotkamy się w sądzie, jeszcze dziś albo za rok!.- ostatnie słowa wykrzyczał po czym opuścił biuro trzaskając drzwiami. Gdy doszli do, już właściwego biura, Piżmak postanowił tym razem wejść normalnie, kopnął więc tylko w drzwi i splunął, oszczędzając przekleństwa.
- Dzień dobry. Ja do kierownika „Liberalnego komunisty- krzyknął, a kobieta siedząca za biurkiem odpowiedziała:
- Tym korytarzem do końca, ostatnie drzwi po prawej stronie- Piżmak wraz ze Stefanem raźno podążyli we wskazanym kierunku. Gdy stanęli przed drzwiach Arnold doznał oświecenia.
-Przecież mogę blefować, że wiem więcej niż jest normalnie. Jestem cwany. Jestem bogiem podstępu, mistrzem łamigłówek, jestem…-
-Szefie, bo się ściemnia- przerwał Piżmakowi Stefan, który pociągnął spory łyk “Smaku suchara”.
-To nie pij więcej tego dziadostwa.- odrzekł deduktyw, a po chwili dodał. -W porządku, wchodzimy.- Gdy otwarli drzwi w standardowy sposób, kopiąc i plując ujrzeli kierownika, tak przynajmniej wyglądał, oraz jakiegoś obdartusa, który na pierwszy rzut oka wyglądał na wsławionego w bojach degustatora nisko budżetowych trunków.
- Dzień dobry- powiedział ten, co wyglądał na kierownika.
- Dzień dobry, jestem Arnold Piżmak- prywatny detektyw. Pana pracownika znaleźliśmy martwego w kuchni króla Harolda. Żądam wyjaśnień- zablefował Piżmak.
- Ja jestem Maurycy Ups, kierownik „Liberalnego komunisty”. Nie wiem, w czym problem. Nasi pracownicy wiedzą, że ich praca wiąże się z pewnym ryzykiem zawodowym. Mogą sobie coś złamać, przypalić a nawet zginąć.- Słowa kierownika nieco zaskoczyły Piżmaka, który powiedział:
- Chcę zobaczyć dokumenty pracownika, który zginął w kuchni pałacowej –
- Proszę bardzo- odpowiedział Maurycy, po czym podał Arnoldowi papiery. Deduktyw przeglądnął umowę i badania lekarskie, po czym powiedział z nieukrywanym triumfem w głosie:
- Ładnie panie Maurycy. Myślałem, że podam pana do sądu żądając tylko zwrotów kosztów, za pożarty przez pana pracownika cynamon, ale jest inaczej. Pana pracownik miał nieważne badania lekarskie! Teraz widzę co się w tym biurze dzieje. To istna dziupla. Nora dla degeneratów, ostatnich mętów, wyrzutków społecznych…-
-Stop!- przerwał Piżmakowi Maurycy. – Pan obraża mnie i moją działalność, a przez to poniekąd moich pracowników, sąsiada, przodków mojego sąsiada, wieloryby i zakład ubezpieczeń społecznych. To jest chamstwo, a ja chamstwa nie zniosę. Żądam satysfakcji.-
-Proszę- powiedział piżmak rzucając na blat biurka pastę do zębów. – podobno satysfakcja gwarantowana albo zwrot kosztów.-
Nie o to mi chodziło! Chcę pojedynku! W moim imieniu pojedynkować się będzie on! – tu Maurycy wskazał ręką na obdartusa znajdującego się w biurze i powiedział do niego:
- Olek bierz w dłoń szkło!- Widząc to Piżmak zaśmiał się i kazał Stefanowi przygotować się do pojedynku. Stefan nie kazał sobie dwa razy powtarzać, w ramach rozgrzewki dziabnął dwa litry “Smaku suchara”, po czym przeszedł z pod drzwi na środek pokoju, stanął twarzą w twarz z rywalem i zapytał go:
- 0,7 czy litr?- Olek odrzekł:
- 1 litr. Na jeden czy na zero?-
- Na zero- Odpowiedział Stefan. Ten krótki dialog pokazał wagę pojedynku. Nie było to zwykłe starcie. To była potyczka dwóch kolosów, gigantów, olbrzymów, zaprawionych w bojach degustatorów. Po uzgodnieniu warunków pojedynku rywale przeszli do tradycyjnego obrażenia przeciwnika, które wywodziło się już z czasów arturiańskich. Zaczął Olek:
- Ty stęchły muchomorze! Ty nadęty chomiku! Ty chodzący przykładzie testów z materiałem radioaktywnym! Ty pawianie z czerwonym… wiesz z czym!- Stefan przyjął te obelgi „na klatę”, a że do głowy nie przychodziła mu żadna uczciwa obelga, odrzekł tylko:
- Twoja stara.- co było powiedzeniem nader modnym i zajął pozycję startową. Piżmak krzyknął:
-Szkło w dłoń! Trzy, dwa, jeden, zero!- po ostatnim słowie Olek i Stefan przechylili broń. Nerwowe sekundy wlekły się jak ślimak, będący po nocnej libacji na mleczu, a Piżmak i Maurycy pocili się z nerwów jak na reklamie taniego antyperspirantu z kaktusa i tyki chmielowej. Ciszę przerwał krzyk Arnolda i brzęk rozbijanej butelki. Stefan w ciągu sześciu sekund obalił rywala i 1 litr taniego wina, co czyniło go niekwestionowanym zwycięzcą.
ROZDZIAŁ 3 (i ostatni).
Rozdział ten niesie nam rozwiązanie tego głupiego śledztwa. Dowiemy się, kto, po co i za ile, a także zrehabilitujemy Ernestę (tylko nie że jakieś ćwiczenia, ale…, a zresztą co będę gadał. Sami się dowiecie jak to przeczytacie.)
Maurycy siedział na fotelu całkiem rozbity psychicznie. Tak wielkiego ciosu- porażki Olka, nie przeżył nigdy. Gdy zebrał się w sobie rzekł do Piżmaka:
- Może wyglądam na chama…-
-Przez grzeczność nie zaprzeczę- powiedział Arnold, ale Maurycy podniósł rękę i kontynuował:
-Więc jak już powiedziałem nie jestem chamem. Wiem też, co to honor i takie tam inne. Przegrałem pojedynek, teraz, więc żądaj, czego chcesz i pytaj, o co chcesz.- Piżmak chwilę pomyślał, po czym rzekł:
-Chcę mikrofalówkę i bilet do kina.- Kierownik zdziwił się i zapytał:
-A sprawa tego zdarzenia w zamku już nieaktualna?-
-Nie.- powiedział Piżmak. -Zostaniesz także ukarany za wysłanie do pracy osoby bez aktualnych badań lekarskich oraz pokryjesz koszty 7 kilo cynamonu. Tyle, bowiem zjadł twój, już były, pracownik.-
-Przepraszam, że zapytam, ale czy spółko z O.O., może być pociągana, do aż takiej odpowiedzialności- zapytał Maurycy.
-Spółka z O.O. nie- powiedział Arnold. – Ale „Liberalny komunista” nie jest z O.O.-
-A właśnie, że jest!- stwierdził Maurycy- tylko nie piszemy tego na ulotkach. Wie pan, klienci mogliby się przestraszyć, że jesteśmy nieodpowiedzialni czy coś.-
-To kicha- powiedział po chwili smutny Piżmak. – Czyżbym nikogo nie ukarał przez głupie druczki prawne?-
-Moment panie Arnold- rzekł Maurycy. – Mojej firmy pan nie ukarze, ale może pan ukarać, tę osobę, która wynajęła naszego pracownika i kazał mu skonsumować, aż taką ilość cynamonu- Na te słowa Piżmak od razu pokraśniał na twarzy.
-A może mi pan powiedzieć, kto to był. Znaczy się, kto wynajął pracownika, do nieudanego pozorowania samobójstwa?- zapytał.
-Ależ oczywiście.- odrzekł Maurycy. – Takich osób jak ta, która dokonała zamówienia się nie zapomina. To był Lotar. Ten z reklam.-
-Lotar? Ten od reklamy proszku, pasty do zębów i środków na przeczyszczenie?- zdumiał się Piżmak.
-Ten sam. Tu ma pan nawet umowę, o proszę podpis. Jak byk pisze: „LOTAR”.- powiedział pokazując dokument Maurycy.
-Dziękuje, dziękuje. Pomógł mi pan niezmiernie- powiedział deduktyw, po czym zawołał Stefana i obaj udali się na zamek.
Na zamku Arnold powiedział do króla:
- Królu otóż sprawca zamieszania w pałacu sam znajduję się nadal na jego terenie. Zawołaj Lotara.- Harold nie dał się długo prosić, krzyknął, klasnął jak trzeba i zaraz pojawił się Lotar.
- Skuć go- krzyknął król.
- Za co?- zdziwił się Lotar.
- Przepraszam, poniosło mnie. Tak często się nie wysypiam…- zaczął Król, ale Piżmak przerwał:
- Nie przepraszaj królu. To Lotar jest winny całemu zdarzeniu.-
- Ja?- zdziwił się Lotar. -Chyba kpisz!-
- Nie kipię bo nie jestem mlekiem- powiedział deduktyw.
-Kpisz, nie kipisz, nie dosłyszałeś- sprostował Lotar i na swoje nieszczęście wkurzył Piżmaka.
-Ty mnie będziesz poprawiać?- powiedział i nagle kij zmaterializował się w jego dłoni. -Ja Ci to wybiję z głowy! Nie, ja Cię zatłukę.- to powiedziawszy rzucił się na Lotara okładając go kijem gdzie popadnie.
-Szefie, konwencje międzynarodowe zabraniają takiego postępowania.- Stefan zaczął bronić Lotara.
-Mam je w dupie.- powiedział Arnold nie przestając pracować kijem.-
-Obawiam się, że to niemożliwe. Przecież taka sterta papierów nie zmieściła by się w tyłku, nawet tak słynnego deduktywa.- Stefan nie dawał za wygraną, ale na deduktywie nie robiło to wrażenia. Beczułka sięgnął więc po ostateczną broń.
-Wiem, że wyładowuje szef swój gniew po stracie floty na Ogame, ale ją można jeszcze odbudować.-
-Nie można.- Piżmak kipiał gniewem. -Tyle deuteru, żelaza. Nawet konto komandor kupiłem, że o fs-ach nie spomne i co? Jakiś dzieciuch, który nie wysypiał się w nocy trafił w moment jak flota wróciła na planetę. I to jeszcze jak by miał jakiś uczciwy nick, ale nie, on się nazywa “bamboszek”-
-Panie Piżmaku- powiedział Harold. -Muszę zaznaczyć, że jestem head adminem Ogame i jeżeli pan nie zaprzestanie maltretowania Lotara zablokuje pańskie konto do 2570 i jedyną rzeczą, w którą będzie pan mógł grać będzie tibia.- Na sam dźwięk “tibia” Piżmak zbladł i odłożył kij. Miał już przeprosić za swoje zachowanie, ale zdecydował, że nie przystoi to poważnemu człowiekowi. Postanowił wrócić do sprawy i powiedział do Lotara:
- Byłem w „Liberalnym komuniście. Wiem, że to ty nająłeś pracownika tej firmy, aby upozorował samobójstwo zgodnie z ich nową ofertą Last minute. Tylko kazałeś pracownikowi zjeść za dużo cynamonu i skończyło się na morderstwie.- Król Harold wysłuchał słów deduktywa po czym rzekł do Lotara:
- Więc jesteś winny. Przyznaj się od razu a twoja kara będzie mniej surowa.-
- A jak się przyznasz to powiedz od razu powód- dopowiedział Piżmak. Lotar przez chwilę zżymał się z własnymi myślami po czym nagle wybuchnął:
- Bo to wszystko przez Ernestę!-
- Ernestę?- zdziwili się jednocześnie król i deduktyw.
- Tak, przez nią.- kontynuował Lotar. – Po tej całej przygodzie z mrówkojadami była w „Stwierdzeniu” bardziej sławna ode mnie. Erensta na pierwszej stronie, Ernesta na drugiej, trzeciej, czwartej i tak dalej. A ja? Ja miałem tylko ostatnią stronę i to bez zdjęcia! Chciałem znów wrócił na pierwsze strony. Być bożyszczem tłumów, być na ustach wszystkich kobiet! Chciałem sławy! Rozgłosu! Wszystko zaplanowałem i już widziałem nagłówki: „Lotar ogłasza smutną nowinę!” A tu ona, Ernesta, pierwsza powiedziała o tym wypadku, chwilę przede mną. A ja się tak starałem!- Tu Lotar rozpłakał się, tak że zarówno królowi jak i Piżmakowi zrobiło się go bardzo żal.
- Nie martw się, ukarzemy Ernestę za jej haniebny uczynek.- powiedział po chwili milczenia Piżmak.
- Właśnie- wtrącił się Harold – Musi odpowiedzieć za to, co zrobiła. Spalimy ją na stosie, albo nawet i zetniemy.- Na te słowa Lotar rozchmurzył się.
- Naprawdę?- zapytał – Naprawdę tak zrobicie?-
- Tak- odpowiedział Piżmak – Musisz nam tylko powiedzieć, jak Ernesta zauważyła cały incydent w kuchni-
- Więc to było tak- zaczął Lotar. – Wynająłem pracownika „Liberalnego komunisty” aby upozorował samobójstwo. Gdy wprowadziłem go do kuchni, kazałem mu zjeść siedem kilo cynamonu. On oponował, że to za dużo, że go brzuch rozboli i tak dalej, ale ja nie dałem za wygraną i zagroziłem mu, że jak nie zje całego siedmiu kilo, to oskarżę go o wykonywanie zawodu bez aktualnych badań lekarskich. Przeląkł się, zjadł cały cynamon i się przewrócił. Wtedy ucieszony faktem, że będę miał co ogłosić ludziom bawiącym się na dziedzińcu pałacowym, obróciłem się i zobaczyłem stojącą w drzwiach Ernestę, która szybko wybiegła i zaczęła krzyczeć o trupie w kuchni. Dalszy ciąg wydarzeń znacie sami.-
- Czyli Ernesta poniekąd była świadkiem?- zapytał Piżmak.
- Tak- stwierdził Lotar. – Jednak ona jak wszyscy wiemy jest nienormalna, więc jej zeznania nie mają wpływu na dochodzenie…-
-Jestem normalna!- Przerwała Lotarowi Ernesta, która pojawiła się „znikąd”. – Tylko wy na siłę przypinacie mi opinię szajbuski.-
-Ty? Normalna? – Zaśmiał się Lotar. – Przestań opowiadać głupoty. Sama historia z mrówkojadami opisuje twoją „normalność”-
-Bo wy nic nie wiecie- odpowiedziała, kierując te słowa bardziej do króla i deduktywa, niż do Lotara. – Ja miałam misję. Jej cel był tajny, ale jeżeli macie mnie wsadzić do więzienia to wam powiem, dlaczego zabijałam mrówkojady. Robiłam to, bo mrówkojady były wspierane i finansowane przez gejowskie lobby!-
-Przez, kogo?- zapytał król.
-Przez gejowskie lobby, już mówiłam- powtórzyła Ernesta.
-A dlaczego gejowskie lobby interesowało się mrówkojadami?- zapytał Piżmak.
-Bo mrówkojady miały większe trąby od mrówek, dlatego! – odpowiedziała służąca.
-Trąby?- zdziwił się Arnold. –Przecież mrówkojady nie mają trąb-
-Chodzi o ich nosy, mają je większe od mrówek!- krzyczała Ernesta. -Nie mogłam pozwolić by trąba, lub, jeżeli wolicie nos, decydował o tym czy ktoś przetrwa czy nie!-
-To ma sens.- powiedział Piżmak. –A jeżeli to ma sens, to Ernesta jest normalna. Mamy więc sprawcę- Lotara, ofiarę- pracownika i świadka- Ernestę, a w takim układzie możemy osądzić Lotara o zbrodnie!- Lotar widząc, że sprawa przybiera niekorzystny dla niego obrót, postanowił chwycić się ostatniej deski ratunku i przekupić deduktywa. Zapytał się go więc:
-Panie kochany. Czcigodny Arnoldzie Piżmaku, czy za drobne 500 guldenów nie raczyłby pan zapomnieć o całej tej farsie? Wiem, że honor…-
-Nie- przerwał mu Piżmak. –Zacząłeś Lotarze prawić o honorze i dobrze. Wiedz, że honor u mnie jest rzeczą najcenniejszą, więc poniżej 1500 guldenów nie zejdę, nie targuj się nawet!-
-Ale proszę pana- Próbował negocjować Lotar. –Nie mam tyle. W dzisiejszych czasach same wydatki, a z reklam nie da się uczciwie żyć. Nowy wóz drabiniasty, nowa kobyła, fryzjer, projektant wnętrz, meble i ten wywóz śmieci. Zdaję pan sobie sprawę, jakie tam mają drakońskie ceny? Za kubeł śmieci obdarliby człowieka ze skóry!-
-Wiem, jakie tam mają ceny, bo sam wolę wywalać śmieci do fosy.- powiedział Piżmak. – Jednak na twoim miejscu wolałbym nie grać na zwłokę, bowiem i tak dostarczyłeś nam o jedną zwłokę za dużo. Nie gadaj więc od rzeczy, tylko powiedz czy masz te 1500 czy nie?-
-Nie, tylu nie mam. Ale może być 750?- Lotar próbował kolejny raz.
-Nie. Zaczynasz się targować jak sprzedawca zza wschodniej granicy, a ja tego nie lubię.- Powiedział surowo Piżmak. -Poza tym kłamiesz, bo mówiłeś przed chwilą, że masz tylko 500 guldenów. Stefan, skuj go i zaprowadź tam gdzie jego miejsce.- Rozkazał Arnold. Stefan posłusznie odłożył wino, skuł Lotara i odszedł z nim w kierunku pałacowych lochów. Piżmak natomiast zwrócił się do Harolda:
-Sprawa rozwiązana.- po czym powiedział do Ernesty. – Jednak, jeżeli pani będzie chciała zeznawać, to musi pani ściągnąć ten wazon z głowy i sprzedać kolekcję rzadkich psich knykciów.-
-Dobrze zrobię to, ale kto kupię tę kolekcję?- zastanowiła się służaca.
-Nie chcę nic sugerować- wtrącił się król Herold. – Ale zbieram takie rarytasy, można je wieszać nad łóżkiem i takie tam…-
-Więc sprawa załatwiona- powiedział Piżmak. –Ty Ernesto pozbędziesz się wazonu i sprzedasz kolekcję, a Harold odprowadzi podatek od wzbogacenia i odpali mi dychę.-
EPILOG
Tu kończy się ta głupia historia. Wszyscy oczywiście żyli długo i szczęśliwie jak w każdej głupiej historii gdzie koniec znany jest już na początku, a puenta może rywalizować z pouczeniami jakie funduja nam przydrożni podróżni lub też cyganka na światłach której nie damy dwójki na “biedne dzieci”. Lotar w więzieniu stał się najbardziej rozpoznawaną personą, po zagraniu w więziennym spocie: „Zza krat życie jest w pytę”, który promował witaminę “C” i proszki na ból głowy, Ernesta odzyskała miano „normalnej”, przynajmniej do kolejnej akcji o wolnośc zagrożonych gatunków, Harold cieszył się nową kolekcją psich knykci, które przybił sobie nad łóżkiem, Piżmak dostał pieniądze za śledztwo a Stefan… wino w ekonimicznym bukłaku 5 litrów PET.
Dodaj komentarz